reklama
kategoria: Sport
16 luty 2026

Co za pech! Żurek znów czwarty na igrzyskach. Wybrałem sobie sport piękny, ale brutalny

fot. Paweł Skraba
Drugi start w Mediolanie i po raz drugi czwarte miejsce. Damian Żurek, czołowy sprinter świata w łyżwiarstwie szybkim po raz kolejny minimalnie przegrał miejsce na podium i wróci z Włoch bez medalu. – Taki sobie sport wybrałem. Z jednej strony jest to piękne, z drugiej strony brutalne – mówi Żurek.
Polak, który na 1000 metrów przegrał medal o siedem setnych, tym razem do brązowego medalu stracił dziewięć setnych. Bardzo podobną historię miał cztery lata temu w Pekinie Piotr Michalski, gdzie różnice były jeszcze mniejsze.

Jestem silny, biorę to na klatę i cieszę się, że mam też takich ludzi dookoła siebie, bo dostałem ogromne wsparcie. Każdy mógłby sobie wymarzyć taki team, taki sztab, wszystkich i dziękuję im za to wsparcie. Cóż, czasem się jest po tej gorszej stronie, ale ja jestem silny i nie będę się poddawał. Mam jeszcze mistrzostwa świata w wieloboju. Nie mam medalu w swojej kolekcji, więc jakby kolejny cel na horyzoncie. Szkoda, bo z jednej strony ludzie nie zapamiętają tego, że byłem dwa razy czwarty, ale ze mną to zostanie na długo i dziękuję wszystkim, którzy trzymali kciuki, wspierali, bo tego było ogromnie dużo i mam nadzieję, że zostaną ze mną na dobre i na złe – dodaje polski sprinter.


W tym sezonie Żurek zdobył masę medali na zawodach Pucharu Świata czy mistrzostwach Europy. Czy zamieniłby je na jeden z Mediolanu?

Trudno powiedzieć. Cieszę się, że ten sezon był taki, jaki był. Miałem w karierze sezony, w których pojedynczo stawałem na podium na zawodach Pucharu Świata, a ten sezon pokazał, że praktycznie z każdego startu przywoziłem medale, więc jestem z tego dumny i cieszę się, bo ten sezon był bardzo fajny. Mamy jeszcze mistrzostwa świata i mam nadzieję, że będziemy walczyć do samego końca. Liczyłem, że wrócę z medalem, więc nie mogę powiedzieć, że jestem w pełni zadowolony. Ale pokazałem, że jestem w tej czołówce, że się liczę, a różnice są bardzo małe – podkreśla Damian Żurek.


Ósme miejsce zajął Marek Kania, który z kolei do piątego zawodnika stracil zaledwie dwie setne sekundy.

Uważam, że był to całkiem przyzwoity przejazd, że był to dobry czas, ale jednak ta nutka niedosytu oczywiście jest. Troszkę zabrakło do tych wyższych lokat, na które miałem chrapkę, ale taki jest sport. Myślę, że przez to jedno zachwianie jedna dziesiąta była do urwania, więc te parę miejsc do góry było możliwe. Z drugiej strony liczenie na idealny przejazd akurat na igrzyskach też jest ciężkie. Takie przejazdy idealne bez żadnych błędów zdarzają się niezwykle rzadko. A tu trzy miejsca do góry na pewno były na wyciągnięcie mojej długiej nogi. Bardzo szkoda, bo z tyłu głowy przed biegiem myślałem o medalach. Wiedziałem, że mnie na to stać i z taką myślą tutaj przyjechałem – komentował.


Trzeci z Polaków, wspieranych przez sponsora głównego polskiego łyżwiarstwa PGE Polską Grupę Energetyczną, czyli wspomniany już Michalski, był w sobotę dwudziesty czwarty.

Czułem się bardzo mocny, wszyscy tak się czuliśmy i byliśmy świetnie przygotowani. Dzisiaj mój wynik tego nie pokazał, ale to jest sport po pierwsze, a po drugie to jest też łyżwiarstwo szybkie. My tu naprawdę walczymy o drobne różnice, jakikolwiek błąd jest właściwie niedopuszczalny. Ja dzisiaj popełniłem błąd, nie do końca mogę go jeszcze sprecyzować, ale pierwszy łuk był ewidentnie za wolny, nie napędziłem się tam. Teraz to historia i chcę mieć w głowie takie poczucie, że mimo wszystko brałem udział w igrzyskach olimpijskich po raz trzeci, a właściwie można powiedzieć po raz szósty, bo w dwóch konkurencjach olimpijskich – zaznacza.


Czy to był ostatni start w karierze na igrzyskach olimpijskich Michalskiego?

Nie wiem. Jeszcze za wcześnie na deklaracje. Być częścią tej drużyny to jest coś, z czego się nie chce rezygnować. Stworzyliśmy, a właściwie Artur Waś stworzył tę grupę i poprowadził nas świetnie. Bardzo bym chciał być częścią tej drużyny w przyszłości i tak na razie to zostawię – mówi.


Piotr Michalski jak mało kto rozumie Damiana Żurka, bo cztery lata temu na igrzyskach w Pekinie też na obu dystansach był czwarty. I też przegrywał medale o pojedyncze setne części sekundy.

Na pewno czeka Damiana ciężki orzech do zgryzienia i mam nadzieję, że szybko przekłuje to w motywację do dalszej pracy i chęć udowodnienia sobie i światu, że medal jest w jego zasięgu absolutnie. Głęboko wierzę w to, że Damian jest w stanie pokazać światu, że miejsca na te medale na szyi ma na pewno – dodaje Michalski.


W niedzielę na olimpijskim torze o medale na 500 metrów powalczą panie. Wśród nich będą trzy reprezentantki Polski – jedna z faworytek Kaja Ziomek-Nogal, Martyna Baran i Andżelika Wójcik. Początek zmagań o godz. 17.
PRZECZYTAJ JESZCZE
reklama

Kalendarz Wydarzeń / Koncertów / Imprez w Polsce