Natalia Maliszewska marzy wreszcie o prawdziwych igrzyskach olimpijskich. O Pekinie zapomniałam
Lubię być w czołówce i fajnie jest wyjść na ten finał A, pokazać się tam. Ale zawsze zależy mi, żeby pojechać jak najlepiej, a nie tylko w miarę możliwości wyjść, spróbować coś zrobić. Ale biorę to, co jest! Piąte miejsce na mistrzostwach Europy wcale nie jest złe! Ta mała Natalka, która kiedyś myślała, że jeżdżenie na światowym poziomie jest po prostu trudne, ciężkie i wymagające, na pewno byłaby zadowolona! – śmiała się po mistrzostwach Maliszewska.
Na igrzyskach Maliszewska debiutowała już osiem lat temu w Pjongczangu, gdzie wywalczyła 11. miejsce na swoim koronnym dystansie 500 metrów. Znacznie lepiej miała zaprezentować się cztery lata później w Pekinie, gdzie była jeszcze większą nadzieją na medal. O zawodach w Chinach chciała wówczas jednak jak najszybciej zapomnieć. Igrzyska odbywały się w czasach pandemii, a chaos organizacyjny i komunikacyjny spowodował, że Polka nie mogła pojechać na 500 metrów, czyli swoim ulubionym dystansie. Po ogromnym zamieszaniu udało jej się wystartować na 1000 metrów, jednak upadła w ćwierćfinale, a ze sztafetą zajęła szóste miejsce. W Mediolanie Maliszewska, wspierana przez sponsora polskiego łyżwiarstwa PGE Polską Grupę Energetyczną, po niemiłych przeżyciach w Chinach chce więc nareszcie poczuć magię igrzysk.
Chciałabym, żeby te igrzyska olimpijskie wreszcie były dla mnie takie prawdziwe, takie, jak wszyscy o nich mówią – marzy nasza łyżwiarka.
Wiadomo, że dla każdego igrzyska znaczą coś innego i każdy inaczej je przeżywa. Mi wystarczy po prostu wystartować bez żadnych dodatkowych dram. Chcę w Mediolanie zrobić wszystko, co mogę, zebrać masę wspomnień i wyjechać z Mediolanu w całości.
Jak zapewnia nasza zawodniczka, o wydarzeniach w Chinach już zdążyła zapomnieć.
To przecież było cztery lata temu! To już ogromna przeszłość – śmieje się Maliszewska.
Nie mogę doczekać się tego Mediolanu, tej atmosfery, tego, jak tam będzie, jak to będzie wyglądało. I również tego czy Włosi podołają organizacji igrzysk, bo mam nadzieję, że wszystko będzie na czas i bez opóźnień.
Maliszewska w Mediolanie wystartuje nie tylko na dystansie 500 metrów oraz w sztafecie mieszanej, ale również najprawdopodobniej na 1000 metrów, a to dystans, na którym w ostatnich miesiącach startowała… raz, właśnie w mistrzostwach Europy. Najważniejsze jednak, żeby nasza zawodniczka wystartowała w pełni zdrowa, a w tym sezonie kilkakrotnie narzekała na zdrowie.
Jeśli chodzi o zdrowie, to ten sezon nie idzie gładko, tak jak kiedyś – mówi Maliszewska.
Jestem w tym sezonie w wielu takich sytuacjach, które sprawią, że albo wyjdę, otrzepię się i pojadę dalej, albo coś się zadzieje. Łyżwy to niebezpieczny sport, nasze upadki również. Liczę jednak, że w Mediolanie będę mogła pokazać swoje pełne umiejętności.




