reklama
kategoria: Sport
9 luty 2026

Spokój w głowie, ogień w nogach. Władymir Semirunnij przed olimpijskim startem w Mediolanie

fot. nadesłane
Dla Władymira Semirunnija igrzyska olimpijskie w Mediolanie są momentem wyjątkowym, ale nie takim, który chce dodatkowo „podkręcać” w swojej głowie. Polski panczenista podkreśla, że na tym etapie najważniejsze jest zachowanie spokoju i podejście do startu tak, jak do każdych innych zawodów. Bez nadmiernej presji, bez niepotrzebnych myśli, za to z pełnym skupieniem na tym, co może zrobić na lodzie.

Na razie staram się o tym wszystkim za dużo nie myśleć. Bardziej zamykam to w swojej głowie albo rozmawiam z bardzo bliskimi kolegami, którzy na pewno mi nic złego nie powiedzą. Oczywiście, że podoba mi się to całe zainteresowanie, zdjęcia, wywiady. To jest super uczucie. Ale nie chcę tego za bardzo podkręcać – mówi polski panczenista, który ma zapewnione starty
na 1500 i 10000 metrów oraz jest pierwszym rezerwowym w rywalizacji
na 5000 metrów, która odbędzie się już w niedzielę.

Ostateczna lista startowa zostanie podana na dwie godziny przed zawodami, czyli około godziny 14.

Choć reprezentant Polski sam przyznaje, że igrzyska są wyjątkowym momentem w karierze, nie chce traktować ich inaczej niż pozostałych zawodów. – Chcę po prostu dać wszystko od siebie, co mogę, czyli dokładnie tak jak na każdych innych startach – podkreśla. To podejście nie jest przypadkowe. Spokój mentalny, ale jednocześnie fakt, że jest w znakomitej formie, to fundamenty przed startem w Mediolanie.

Mogę powiedzieć wprost: mam najlepszą formę. Czuję się świetnie i wiem, że mogę dać dużo od siebie – zaznacza.


Ogromną rolę odgrywa tu też atmosfera w polskiej ekipie łyżwiarzy szybkich. Semirunnij znakomicie wpasował się w grupę wspieranych przez PGE Polską Grupę Energetyczną łyżwiarzy, a relacje w kadrze wykraczają daleko poza zwykłą sportową współpracę.

Nie mogę powiedzieć, że z kimkolwiek mam zły kontakt. Z całą polską kadrą, nie tylko tymi, którzy są teraz w Mediolanie, mam super relacje. Dużo żartujemy, jest dobra atmosfera i to bardzo pomaga, żeby się nie spinać i nie stresować.


Symboliczne są jego relacje z Natalią Czerwonką. Mimo czternastoletniej różnicy wieku funkcjonują jak rodzeństwo, co zauważają również trenerzy i szefowie Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego.

Działają jak brat i siostra – mówi dyrektor sportowy PZŁS i szef
polskiej misji olimpijskiej Konrad Niedźwiedzki.

 

Jest trochę jak z mamą, czyli dużo żartów, luz, fajna relacja – mówi polski panczenista.

Równie ciepło wypowiada się o trenerze.

On mnie nie naciska, nie mówi nic złego. Zawsze mnie wspiera. Jak coś źle poczuję, mogę przyjść i pogadać. Najpierw z trenerem, później z kimś z kadry. Dzięki temu czuję się świetnie.


Dobre wrażenie robi także olimpijski tor. Choć warunki bywają wymagające, zwłaszcza ze względu na temperaturę, sam lód oceniany jest jako bardzo szybki.

Jedyne co, to jest gorąco. Dlatego używam kamizelki chłodzącej, nawet na rozgrzewce. Sam lód bardzo mi się podoba. Może być trochę jak w Tomaszowie, tylko szybciej. Rywalizacja dziewczyn na 3000 metrów i rekord olimpijski, który ustanowiła Francesca Lollobrigida pokazały, że na tym lodzie można jechać naprawdę bardzo szybko – mówi.


Dodatkowym wsparciem będzie obecność bliskich.

Moja dziewczyna przyjeżdża do Mediolanu w czwartek wieczorem. To jeden z najważniejszych kibiców i bardzo się z tego cieszę – zdradza.

Z kolei Jego rodzina z Rosji będzie śledzić starty przed telewizorami.

Są bardzo dumni. Powiedzieli mi, że to, co już zrobiłem, to coś wielkiego. A ja mogę powiedzieć tylko jedno: mam najlepszych rodziców.


Droga do igrzysk była pełna niepewności. Formalności związane z obywatelstwem, presja czasu i olimpijskie przepisy sprawiały, że długo nic nie było przesądzone.

Jak dostałem kartę pobytu i usłyszałem, że zaczynamy ogarniać paszport, wtedy uwierzyłem, że to się może udać – wspomina.

Medale mistrzostw świata i ustanowiony we wspaniałym stylu rekord legendarnego toru łyżwiarskiego Thialf w Heerenveen tylko utwierdziły go w przekonaniu, że chce walczyć o najwyższe cele – już w biało-czerwonych barwach.

Kiedyś na przykład spotykałem Davida Ghiotto i myślałem sobie, ale to „monster”. Fajnie jest czuć, że teraz to na mnie tak patrzą – przyznaje.


Jeśli w niedzielę okaże się, że Semirunnij nie wystartuje jednak na 5000 metrów, swój olimpijski debiut zaliczy w piątek, 13 lutego, gdy odbędzie się rywalizacja na 10000 metrów. Z kolei start na 1500 metrów zaplanowany jest sześć dni później.
PRZECZYTAJ JESZCZE
reklama

Kalendarz Wydarzeń / Koncertów / Imprez w Polsce