Damian Żurek czwarty na 1000 metrów. To bardzo dobry prognostyk przed rywalizacją na pięćset metrów w sobotę
Na początku może i był lekki smutek i złość, ale potem, jak podjechałem do mojej ekipy i wszyscy mnie przytulili i mówili, że dałem z siebie wszystko i pokazałem się z dobrej strony, to od razu ta złość poszła w bok i patrzę z dobrą nadzieją na pięćset metrów – mówił Żurek po starcie.
A gdzie zgubił te siedem setnych?
Tak na gorąco mogę powiedzieć, że zabrakło troszkę szczęścia, bo wydaje mi się, że gdybym jechał np. z Jordanem to byłoby mi łatwiej, bo miałem zbyt dużą prędkość i wpadłem trochę w swojego rywala na prostej krzyżówkowej. Tam musiałem być ostrożnym, żeby się nie dotknąć płozami, ale czasem jest tak, że brakuje tego szczęścia, ale ja podchodzę z dobrą nadzieją, ponieważ bodajże to był drugi międzyczas na sześćset metrów. To jest bardzo dobry prognostyk przed nadchodzącym biegiem na pięćset metrów – podkreślił.
Zawodnik Pilicy Tomaszów Mazowiecki, który startował w ostatniej parze, jest bardzo zadowolony z tego, że psychicznie uniósł presję i walczył do ostatnich centymetrów o medal.
Startowałem w ostatniej parze, więc jestem też dumny z siebie, że dałem radę dźwignąć tą ostatnią parę i pewnie jeszcze rok temu nie byłbym w stanie tego unieść mentalnie i bym się po prostu wypalił, a teraz jestem dumny z tego, że stoję na starcie w ostatniej parze i daję wszystko – mówił.
Dwaj pozostali Polacy, także wspierani przez sponsora głównego polskiego łyżwiarstwa PGE Polską Grupę Energetyczną, uplasowali się w trzeciej dziesiątce, ale obaj bardzo dobrze spisali się na pierwszych sześciuset metrach, co rzeczywiście daje sporo optymizmu przed sobotnią walką o medale na najkrótszym sprinterskim dystansie. Marek Kania ostatecznie uplasował się na dwudziestym trzecim, a Piotr Michalski na dwudziestym piątym miejscu.
Odcinka już taka totalna na ostatniej rundzie. Jestem zadowolony z otwarcia, bo było najszybsze w tym sezonie i chyba w życiu nawet. Bardzo dobre sześćset metrów i myślę, że to jest dobra próba na nadchodzącą rywalizację na 500 metrów. Chciałem zobaczyć co się stanie, chciałem polecieć tę sześćsetkę naprawdę tak mocno i zobaczyć co się stanie. Nie dowiozłem tego, no ale cóż. Z sześciuset metrów jestem zadowolony. Na ostatnim wirażu nie dałem już rady ze zmęczenia, już nogi tak nie współpracowały z tym, co chciałem zrobić – mówił Kania, który na ostatnim wirażu
rzeczywiście się pogubił.
Pecha miał Michalski, który jechał bardzo dobrze, ale, na skutek błędu swojego rywala z Austrii, przy zmianie toru musiał zwolnić, by nie upaść.
Bieg się dzisiaj skończył po 300 metrach. Nie tak to miało wyglądać, nie po to trenowałem tyle lat, nie po to było tyle lat wyrzeczeń i poświęceń, ale trudno, taki jest sport. Austriak też chciał dzisiaj spełniać swoje marzenia i jechał najszybciej jak mógł. Oczywiście, teraz można powiedzieć, że widział, że się nie zmieścimy i że zna przepisy, bo tyle lat trenuje i wie, że to jest żelazna zasada, że ten po zewnętrznej ma pierwszeństwo. Cztery lata temu była taka sytuacja, gdzie Holender był w jego sytuacji i przepuszczał zawodnika i tak to powinno wyglądać nawet na igrzyskach. Trudno, lekcja życia – mówił.
Michalski zaznacza, że zarówno on, jak i jego koledzy są przygotowani do walki o czołowe miejsca na pięćset metrów i to pod każdym względem.
Dzisiaj głowa dowiozła, byłem przygotowany dobrze. Czułem, że jesteśmy wszyscy przygotowani naprawdę na najlepsze rezultaty. Początek tego biegu był tak, jak sobie zakładałem. Pewnie jeszcze odrobinkę szybciej mógłbym jechać, ale no to dzisiaj tak by nic nie dało, bo tym bardziej byśmy się zderzyli. Taki bieg tak to trzeba dzisiaj jakoś przeżyć i może jakoś zapomnieć na szybciej jak się da, bo mam jeszcze ten bieg przed nam – komentował.
Żurek, Michalski i Kania na 500 metrów powalczą w sobotę. Dzień wcześniej o medal na 10000 metrów rywalizować będzie Władymir Semirunnij, a z kolei w niedzielę na dystansie 500 metrów powalczą Kaja Ziomek-Nogal, Martyna Baran i Andżelika Wójcik.




