Kaja Ziomek Nogal: Jechałam tu po medal, ale za jakiś czas docenię szóstą lokatę, bo zrobiłam wszystko, co mogłam
Myślę, że spokojnie te dwanaście setnych było w zasięgu. Tak naprawdę ta ostatnia prosta zaważyła na tym wszystkim i tam można było to zrobić. Myślę sobie, że chciałabym to jeszcze raz przejechać i poprawić, ale wiem, że to jest niemożliwe. Dałam z siebie wszystko, nie odpuściłam sobie do samego końca, więc nie było szans, żeby przejechać to lepiej. Czułam się pewnie. Odkąd przyjechaliśmy do Mediolanu, to nie było treningu, na którym by było coś nie tak. Czułam dużo mocy, że jestem silna, że sobie radzę na tym lodzie – mówiła.
Na trybunach start najszybszej polskiej sprinterki oglądali jej mąż, były świetny łyżwiarz szybki Artur Nogal oraz ich niespełna trzyletnia córka Tosia.
Wiele rzeczy robiłam z myślą o tym, żeby Tosia później była ze mnie dumna. Teraz jeszcze oczywiście nic nie rozumie z tego, czym są te zawody, jakiej są rangi i co się dzieje, ale to dobrze, bo to też nie wywoływało to dużej presji. Jeżeli wystartuję za cztery lata to na pewno ona już będzie rozumiała i będzie wiedziała, co jest grane. Gdzieś z tyłu głowy miałam to, że robię to też dla niej, ale też dla mojego męża, bo gdyby nie on, to bym się nie znalazła dzisiaj tutaj. To była ogromna praca nie tylko moja, ale też jego, bo on włożył w to całe serce, żebym ja mogła tutaj dzisiaj wystartować – dodała Kaja Ziomek-Nogal.
Andżelika Wójcik po biegu przyznała, że cieszy się, iż ma już start olimpijski za sobą i że jest z niego zadowolona. Z kolei Martyna Baran przyznała, że liczyła na wyższą lokatę.
Jestem bardzo zadowolona, że w ogóle jestem na tych igrzyskach, ale wiadomo, że miejsce siedemnaste nie jest wymarzone. Na pewno będzie to dla mnie duża lekcja, to jak wyglądają igrzyska, jak wygląda ta cała otoczka, to jest zupełnie co innego, niż na Pucharach Świata, więc mam nadzieję, że to pomoże mi na kolejnych. Dla mnie to bardzo duża duma reprezentować Polskę na igrzyskach, tym bardziej jako żołnierz Wojska Polskiego – mówiła Baran.
Prezes Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego, wspieranego przez sponsora głównego polskiego łyżwiarstwa PGE Polską Grupę Energhetyczną, Rafał Tataruch docenia szóste miejsce najszybszej polskiej sprinterki.
My oczywiście patrzymy tylko na te punkty medalowe i one są najcenniejsze dla każdego sportowca, bo o tych czwartych, piątych i dalszych miejscach często się dosyć szybko zapomina. Medaliści pozostają w pamięci bardzo długo i stąd jakby to nasze chciejstwo. Z jednej strony w pierwszym momencie, gdy się kończą zawody, jest taki smutek i żal, ale z drugiej strony, gdy się popatrzy, że jest się szóstym na igrzyskach olimpijskich, a do medalu brakuje dwunastu setnych, to trzeba się cieszyć, że tak wysoko się udało dojść. To ciężka praca nie tylko jej, ale całego teamu, zespołu, wszystkich ludzi, którzy na to bardzo ciężko pracowali, łącznie z rodziną i mężem – mówił Tataruch.
Sprinterzy zakończyli już start w igrzyskach – najwyżej, bo dwa razy czwarty, był Damian Żurek, a szósta Kaja Ziomek-Nogal. Tataruch docenia ich występy, choć liczył na medale.
Forma była bardzo wysoka, taka jaka powinna być. Rozumiem doskonale, że kibice chcą się cieszyć z medali, ale trzeba pamiętać, że całe łyżwiarstwo szybkie zrobiło ogromny postęp w ostatnich latach, więc myślę, że jeśli ten postęp utrzymamy, to kolejne Igrzyska będą nasze i będą z większą liczbą medali. Zresztą walki o medale jeszcze nie skończyliśmy, na razie mamy jeden medal w łyżwiarstwie szybkim, ale jeszcze mamy szanse na 1500 metrów i w biegu ze startu masowego, czy w short tracku – podkreśla szef Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego.
Przed polskimi panczenistami jeszcze starty na 1500 metrów mężczyzn (Władymir Semirunnij) i kobiet (Natalia Czerwonka). Jest również prawdopodobne, że tych samych reprezentantów Polski zobaczymy w przedostatnim dniu igrzysk w biegach ze startu masowego.




