Mec. Topczewska: szykuję zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa ws. schroniska w Sobolewie
W sobotę ok. godz. 12 obrońcy praw zwierząt zebrali się przed urzędem gminy w Sobolewie, gdzie domagali się poprawy warunków życia psów w schronisku, z którym gmina ma podpisaną umowę. Następnie przenieśli się pod bramy sobolewskiego schroniska, a w pewnym momencie sforsowali płot i zaczęli spontanicznie zabierać przebywające tam psy.
Po godz. 15 premier Donald Tusk oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji poinformowali o zamknięciu schroniska.
Na miejscu pozostały organizacje prozwierzęce, które jeszcze w nocy i nad ranem w niedzielę zabierały stamtąd psy.
- Polskie prawo nie jest przygotowane na takie sytuacje. Nie ma przewidzianych w prawie procedur, co się dzieje w sytuacji, gdy zostanie wydana decyzja o likwidacji schroniska z rygorem natychmiastowej wykonalności - powiedziała PAP mec. Katarzyna Topczewska, która brała udział w akcji. Prawniczka będzie pełnomocniczką Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt (DIOZ) w sprawach związanych ze schroniskiem w Sobolewie.
Wyjaśniła, że początkowo zwierzęta miały zostać pod opieką policjantów i urzędników gminy do poniedziałku, aby gmina znalazła dla nich nowe placówki.
- Nie wiem, czy oni znaleźliby miejsce dla tych zwierząt nawet w ciągu kilku tygodni. Policja cały czas musiałaby zabezpieczać ten teren. Poprosiłam więc o rozmowę z wójtem. Negocjacje w sprawie przekazania zwierząt pod opiekę Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, które zaoferowało pomoc, trwały pięć godzin, po których podpisaliśmy umowę. W pomoc zaangażowały się również inne mniejsze i większe organizacje - powiedziała.
W niedzielę wojewoda mazowiecki Mariusz Frankowski poinformował o zakończeniu akcji przekazywania psów z zamkniętego w sobotę obiektu. Według danych wojewody 146 pozostałych w schronisku zwierząt zostało przekazanych do schroniska w Wojtyszkach. Wcześniej wojewoda informował, że w Sobolewie przebywało ich ok. 180.
- Nie wiemy, ile dokładnie było zwierząt w schronisku. Dostaliśmy informację od wójta, że około 180. Zabraliśmy 144 psy i dwa koty, więc szacujemy, że zabranych przez obecnych na miejscu zostało około 30 zwierząt - powiedziała mec. Topczewska.
Rozmówczyni PAP zaapelowała, aby osoby, które w chaosie ratowały psy, zabierając je ze schroniska, zgłaszały się do organizacji. - Zwierzęta te są bardzo lękliwe, w związku z czym opieka nad nimi może być bardzo wymagająca. Niektóre z nich mogą wymagać leczenia - podkreśliła.
Prawniczka uważa, że odzyskanie uratowanych zwierząt ułatwi zbieranie materiału dowodowego do zawiadomienia do prokuratury.
Prowadzący schronisko Marian D. został oskarżony o znęcanie się nad zwierzętami, a postępowanie w tej sprawie trwa osiem lat. Mimo tej wiedzy, jak powiedziała mec. Topczewska, wójt gminy Sobolew Maciej Błachnio regularnie przedłużał z nim umowę dzierżawy gruntu, na którym funkcjonowało schronisko.
- Właściciel prowadził schronisko za pieniądze podatników, a nie urzędników. Płacił 500 zł za dzierżawę prawie dwóch hektarów terenu gminnego - podkreśliła.
Mec. Topczewska zamierza złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa znęcania się nad zwierzętami przez kierownika schroniska w Sobolewie w okresie, którego nie obejmuje prowadzone już postępowanie wobec Mariana D.
- Zawiadomienie będzie też obejmowało przestępstwa urzędnicze niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych. W pierwszej kolejności na pewno będą to pracownicy inspekcji weterynaryjnej oraz wójt. Złożę też wniosek o wyłączenie prokuratury w Garwolinie z prowadzenia tej sprawy, bo mam poważne wątpliwości co do obiektywizmu tego organu i tamtejszej policji - wyjaśniła.
Prawniczka przekazała, że wszelkie dowody w schronisku na jej wniosek zostały zabezpieczone przez technika kryminalistyki.
W ocenie mec. Topczewskiej przepisy o funkcjonowaniu schronisk powinny zostać wzmocnione - należy nałożyć na gminy ścisły obowiązek kontrolny, a także wzmocnić i urealnić system kontroli prowadzonej przez Państwową Inspekcję Weterynaryjną.
- Sobolew bardzo dobrze pokazał, że ta kontrola PIW była po prostu iluzoryczna - wskazała.
Dodała, że ujednolicić należy system rozliczania gmin ze schroniskami za odławianie i pobyt zwierząt. Obecnie schroniska mogą rozliczać się ryczałtowo (otrzymywać środki za każde przyjęte zwierzę) lub według stawki dziennej za pobyt zwierzęcia. W ocenie prawniczki obie formy przy obowiązujących przepisach są wadliwe. W przypadku patologicznych schronisk stawka ryczałtowa sprawia, że w ich interesie nie jest utrzymywanie zwierząt przez dłuższy czas. Z kolei stawka dzienna rodzi ryzyko, że będą one celowo przetrzymywane jak najdłużej.
- Dochodzi do tego, że gminy czasami płacą za zwierzęta, których już dawno nie ma w schroniskach, bo właściciele nie odnotują ich śmierci. Zwierzęta, za które schroniska rozliczają się w formie ryczałtowej, bywają uśmiercane na papierze i nie wiadomo, co się z nimi później dzieje. Zdarzały mi się przypadki skrajnie patologiczne, gdy np. zwierzę miało w ciele kilka transponderów (czipów - PAP) i parę gmin płaciło schroniskom za tego samego psa - powiedziała.
Zdaniem adwokatki dla wszystkich schronisk należy jednak wprowadzić stawkę dzienną, a dodać obowiązki kontrolne.
- Organy powinny śledzić, co się ze zwierzętami dzieje, od ich odłowienia do ich śmierci albo adopcji. Takich kontroli obecnie nie ma - zaznaczyła.
Wojewoda mazowiecki przekazał w niedzielę, że oczekuje w tym tygodniu wyjaśnień w sprawie sytuacji sobolewskiego schroniska od Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Garwolinie, które prowadziło nad nim nadzór.
W poniedziałek rozpoczęła się kontrola Najwyższej Izby Kontroli w urzędzie gminy w Sobolewie w sprawie tamtejszego schroniska. Kontrolerzy we wtorek weszli na teren zamkniętego w sobotę obiektu.
Krzysztof Blusiewicz (PAP)
kblu/akar
Polska, Warszawa




