Zarządca schroniska dla zwierząt: jeżeli będzie standaryzacja, to znikną patoschroniska
Pytany o komentarz do sytuacji, która dzieje się teraz wokół schronisk dla zwierząt przyznał, że zastanawia się, dlaczego dopiero teraz ten temat wzbudza takie zainteresowanie.
- Jesteśmy niestety społeczeństwem „akcyjnym”. Tylko, że my nie możemy działać od akcji pani Dody do akcji pani Rozenek. Brakuje w Polsce prostej rzeczy, czyli standardu działania schroniska dla zwierząt. Wytyczne, które są dostępne w polskich przepisach są, delikatnie mówiąc, na poziomie fermy dla drobiu w XIX wieku - zaznaczył.
- Azyl, schronisko, ośrodek opieki nad zwierzętami - jak zwał, tak zwał - cały czas pokutuje jedno: brak standaryzacji. Jeżeli będzie standaryzacja (...) to te wszystkie pseudoschroniska znikną - powiedział.
Podkreślił, że zdaje sobie sprawę, że samorządom jest dużo łatwiej zarabiać pieniądze na cieple, czy na wodzie. - Natomiast, gdyby było tak, że schroniska są kontrolowane przez samorząd, to w mojej ocenie, można zorganizować to w taki sposób, że będzie w miarę dobra rotacja, jeżeli chodzi o adopcję i bardzo niska śmiertelność - dodał.
Jak mówił, Polska to cywilizowany kraj, w którym można w schronisku zapewnić ogrzewanie, niezamarzającą wodę w miskach czy dobrą karmę. Zauważył, że są setki firm, które dają karmę z prośbą tylko, żeby powiadomić o tym w mediach społecznościowych.
- Dostajemy tysiące legowisk, smyczy, środków do prania, sprzedajemy reklamy na płotach. Tylko trzeba to w sposób systemowy sobie zorganizować i policzyć. Nam wyszło, że spełniając dużo wyższe standardy niż te, które są obecnie wymagane jako minimalne, można to zrobić w tych samych pieniądzach, w których ludzie w prywatnych schroniskach utrzymują psy na polu, gdzie zwierzęta zamarzają - dodał Maniszewski.
Zaznaczył, że państwo w tych sprawach nie działa, a policja umarza postępowania związane z łamaniem ustawy o ochronie zwierząt. - Gdyby ktoś dał mi do ręki możliwość napisania ustawy, przeprocedowania i wprowadzenia w życie, to powstałyby wyłącznie schroniska, które mają pełną kontrolę gmin, samorządów bądź jakichkolwiek organizacji, na których jest pełne władztwo w zakresie kontroli - dodał.
Opowiedział, jak doszło do zbudowania miejskiego schroniska. - Poprosił mnie o pomoc prezydent miasta. Okazało się, że miasto płaciło innemu schronisku za opiekę nad 250 bezdomnymi psami. Były to bardzo duże koszty, więc miasto postanowiło wziąć to na siebie - powiedział.
Zaznaczył, że konsultował się w sprawie budowy i prowadzenia schroniska z przedstawicielami organizacji prozwierzęcych, weterynarzami, obejrzał też schroniska we Francji i Niemczech.
- Z gotowym pomysłem poszedłem do prezydenta. Zbudowaliśmy to schronisko w założeniu, że ono jest na 250 psów, które musimy tam przenieść. Przenieśliśmy je i nagle w ciągu raptem może półtora roku populacja spadła nam do 80, bo resztę udało się adoptować. Powstało pytanie, co zrobić z pozostałymi 170 miejscami w schronisku - zaznaczył.
Poprosili więc gminy ościenne. Dzisiaj, jak przekazał Maniszewski, w kolejce, żeby do nich przyjść, czeka ponad 50 gmin, a obsługują 22 gminy. Współpracują też, jako schronisko, z fundacjami. Ostatnio pomogli zlikwidować pseudohodowlę w Błędowie w gminie Płużnica.
Najpierw operatorem schroniska była wybrana fundacja, jednak zmieniły się tam władze i umowa została zakończona.
- Zaczęliśmy prowadzić to jako spółka. Mam własnych pracowników, mam nad tym kontrolę. Robimy to w taki sposób, że każdy może przyjechać w nocy, nie dzwoniąc, nie uprzedzając i ja w 15 minut przyjadę wpuszczę, opowiem - podkreślił Maniszewski.
Na terenie schroniska jest pięć budynków, które są ogrzewane. - W budynku dla zwierząt w najgorszym stanie utrzymujemy temperaturę dwudziestu kilku stopni, a w pozostałych - kilkunastu. Na plusie - podkreślił.
W ostatnim czasie szerokim echem w mediach odbiła się sprawa schroniska dla zwierząt w Bytomiu (woj. śląskie). Dochodzenie w sprawie znęcania się nad zwierzętami w tej placówce prowadzi mysłowicka policja pod nadzorem tamtejszej prokuratury. Dwa tygodnie temu, po ponownej kontroli, zamknięte zostało schronisko dla zwierząt w Sobolewie na Mazowszu, a prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie znęcania się nad zwierzętami.
W piątek Prokuratura Rejonowa w Mińsku Mazowieckim wszczęła śledztwo w sprawie znęcania się nad 212 psami oraz 16 kotami w schronisku w Kuflewie prowadzonym przez „Pogotowie dla zwierząt”. To tam m.in trafiły psy z Sobolewa. Śledztwo wszczęto na podstawie zawiadomienia powiatowego lekarza weterynarii.(PAP)
mas/ agz/
Polska, Warszawa




