Mama na medal? Kaja Ziomek-Nogal na oczach córeczki powalczy o olimpijskie marzenie
Moja droga była przeogromnie trudna. Czasem się zatrzymuję i myślę o tym, co przeszłam, i wtedy mam łzy wzruszenia. Czuję ogromną dumę, że to wszystko udało mi się zrobić, że dotarłam do tego miejsca i że dziś mogę powiedzieć: jestem tutaj – mówi z emocjami.
Pierwsze miesiące były prawdziwą próbą charakteru. Dni wypełnione opieką nad maleńką Tosią kończyły się… treningami późnym wieczorem.
Na samym początku były momenty zwątpienia. Córka była jeszcze malutka, ja siedziałam z nią cały dzień w domu i dopiero, gdy mąż wracał z pracy, mogłam wyjść na lodowisko. To były bardzo późne godziny, często prawie w nocy. Nieraz czułam, że nie mam już siły, że cały dzień z dzieckiem jest ogromnie wyczerpujący, a przede mną jeszcze ciężki trening – wspomina szczerze.
Były momenty, gdy pojawiała się myśl, czy to wszystko ma sens.
Sens przyszedł wraz z wynikami. Poprzedni sezon i starty w ścisłej czołówce światowej utwierdziły ją w przekonaniu, że wyrzeczenia nie poszły na marne.
Dziś jest wicemistrzynią klasyfikacji generalnej Pucharu Świata na 500 metrów i podwójną mistrzynią Europy z Tomaszowa Mazowieckiego.Jedna dobra rzecz potrafi wymazać sto tych trudnych. Kiedy zobaczyłam, że znów jestem wśród najlepszych, poczułam, że było warto i że chcę walczyć dalej – podkreśla.
Obecny sezon nie od początku układał się idealnie.
Początek nie był taki, jakiego się spodziewałam. Trochę przekombinowaliśmy ze sprzętem, coś nie do końca było poukładane. Ale teraz, z perspektywy czasu, myślę sobie, że miało tak być – słabszy start i coraz lepsza końcówka. Gdyby ktoś mi to zaproponował wcześniej, wzięłabym to w ciemno – przyznaje.
Ogromnym wsparciem jest dla niej obecność córki. „Świadomość, że Tośka jest w pobliżu, daje mi niesamowity spokój w sercu. Ona potrafi rozładować napięcie przed startem. I wbrew pozorom nie dekoncentruje mnie.
To właśnie Tosia, która wraz z tatą, również kiedyś świetnym łyżwiarzem Arturem Nogalem od wtorku jest w Mediolanie, stała się jej największą motywacją.Ja przy niej czuję się jeszcze silniejsza, jeszcze bardziej gotowa do walki – tłumaczy.
Każdy trening to myśl, że ona jest, że patrzy, że mnie naśladuje. Już teraz się wzruszam, bo to niesamowite uczucie mieć takiego małego człowieka, który daje mi siłę. Gdyby ona się nie pojawiła na świecie, wiem, że nie doszłabym do tego momentu – mówi.
Dziś Kaja Ziomek-Nogal, wspierana przez sponsora głównego polskiego łyżwiarstwa PGE Polską Grupę Energetyczną, stoi na olimpijskim progu jako dojrzała zawodniczka i spełniona mama.
W niedzielę na 500 metrów pobiegnie nie tylko po wynik. Pobiegnie z historią, która zaczęła się od małych rączek trzymających jej palec.Odkąd pierwsze medale są rozdawane, czuję coraz większe emocje, ale wciąż mam w sobie spokój. Wiem, że mam jeszcze czas, treningi, że po prostu mogę się cieszyć tym, że tu jestem i walczyć. Bo po to wróciłam do sportu.




